Menu Close

2. Marzenia się nie spełniają

dont dream your life

Zaczęło się…

Dosłownie chwilę temu wyjechaliśmy z Mińska więc chyba najwyższy czas naskrobać tutaj coś od siebie.

Zapewne na tym blogu będą pojawiać się rożne wpisy – mniej lub bardziej poważne, mniej lub bardziej zabawne, czasami może coś patetycznego, a czasem może nawet coś, co Was w jakiś sposób zaciekawi…

Najpierw jednak chciałbym podzielić się z Wami czymś co siedzi mi w głowie od dłuższego czasu w związku z całym wyjazdem i co uważam, że jest póki co dla mnie największą i najistotniejszą nauką wynikającą z tego, co działo się przez ostatnie trzy lata rozkmin i przygotowań do wyjazdu który już teraz stał się faktem – jeszcze nie dokonanym, ale już faktem…

Kochani – MARZENIA SIĘ NIE SPEŁNIAJĄ!!!

Ale jak to? Własnie wjechałem do Białorusi z moim przyjacielem który ma takie samo marzenie jak ja i który tak samo jak ja poświęcił ostatni spory kawał swojego życia na to żeby ten wyjazd mógł dojść do skutku, a teraz twierdzę, że marzenia się nie spełniają? Mamy plecaki zapakowane tak, że niemal pękają w nich szwy – mamy ze sobą gitary, bez których ten wyjazd nie miałby żadnego sensu – mamy wizy dokąd trzeba – mamy Wilsona – jesteśmy zaszczepieni – udało nam się pozamykać za sobą niemal wszystkie tematy – mamy jak się nam wydaje wszystko do tego żeby to nasze wspólne marzenie udało się zrealizować. Jak to więc jest ze marzenia się nie spełniają?

Otóż musicie wiedzieć, że na przykład po to żeby dostać odpowiednie wizy trzeba było jechać pilnie z Krakowa do Berlina – na miejscu kiedy późnym wieczorem okazało się, że dojechałem tam bez paszportu którego potrzebowałem na następny dzień z rana trzeba było jeszcze pilniej prosić o pomoc niezawodnych znajomych, żeby podali niezbędny dokument do busa który wyjeżdżał za chwilę do stolicy Niemiec… udało się! Dzięki Kasia, Maciek i Paweł! Takich akcji było wiele, a wspomniana to ledwie wierzchołek góry lodowej.

Szczepienia, plecaki, gitary, namiot, cały sprzęt turystyczny, apteczka itd… tutaj każde z wymienionych to tylko jedno słowo – w rzeczywistości na zorganizowanie poszczególnych niezbędnych elementów trzeba było poświęcić naprawdę sporo czasu i energii…
Pożegnanie z ukochanym Krakowem, rodzinka w Tarnowie, Mszanie i Czaszynie, w końcu wyjazd z Warszawy – tutaj też każde z tych miejsc to znów tylko jedno słowo pisane tym razem z wielkiej litery – nie będę opisywał ile w rzeczywistości w każdym z tych miejsc wylało się łez osób najbliższych naszym sercom i z iloma wspaniałymi ludźmi się pożegnaliśmy przynajmniej na jakiś czas – oby jak najkrótszy!

Dlaczego to wszystko opisuje? Zapewne po części dlatego, że jeszcze nie do końca zeszło ze mnie to dziwne uczucie które towarzyszy Ci kiedy wyjeżdżasz z kraju w którym spędziłeś niemal całe swoje życie i tak naprawdę nie wiesz na jak długo – pewnie dlatego, że potrzebuję się tym z kimś podzielić a ta łysa pała akurat śpi na łóżku poniżej, a pozostali pasażerowie mówią w języku którego nie rozumiem… pewnie też z kilku innych powodów których wymienianie nie ma w tym momencie większego sensu… ale świadomie opisuje to wszystko po to żeby dokończyć myśl która widnieje w temacie tego posta.

Kochani – zdradzę Wam sekret – Marzenia naprawdę się nie spełniają – wiecie co? MARZENIA SIĘ SPEŁNIA!

Te ostatnie lata planowania, miesiące organizacji i tygodnie biegania z językiem na brodzie, żeby zdążyć ze wszystkim co zawsze było „na wczoraj” to naprawdę spora praca którą trzeba włożyć w to, żeby powstało coś dla czego warto jak mi się wydaje było utworzyć tego bloga… Oczywiście zwykle przyjemna i nakręcająca praca ale nie zawsze… Wszystkie wyrzeczenia z tym związane z których część jest zbyt poważnych i osobistych żeby o nich tutaj pisać, wszystkie wylane łzy, wszystkie odciski których zapewne doświadczymy i które zapewne będą najmniejszym problemem podczas wyjazdu… wszystko to utwierdza mnie w przekonaniu, że w dzisiejszych czasach za darmo to Ci nawet nikt w pysk nie da…
Jeśli czegoś chcesz to musisz się o to postarać – Ty sam – osobiście – własnymi rękami i nogami i sercem i czymkolwiek tam jeszcze – siedzenie na dupie i marudzenie nie przybliży Cię do tego żeby było Ci lepiej tak samo jak nie zrobi tego ciągłe powtarzanie tej samej pustej śpiewki że „kiedyś to zrobię to…” albo że „kiedyś to zrobię tamto…” – BULLSHIT! Chcesz czegoś naprawdę mocno? Na tyle mocno żeby nazwać to swoim „marzeniem”? To rusz kurwa dupę!! Jeszcze dziś usiądź do kompa i poświęć chociaż pół godziny na to żeby zapytać wujka Google o to jak się zabrać za zrealizowanie tego, o czym właśnie pomyślałeś, bez względu na to czy jest to podróż na koniec świata, praca jako trener personalny, posiadanie pasieki w Bieszczadach, licencja szybowcowa czy może masowa produkcja dmuchanych lalek – zobaczysz, że jeśli dobrze się do tego zabierzesz to okaże się, że jest to realne i może nawet o wiele łatwiejsze niż zawsze Ci się wydawało – jeśli kompletnie nie masz pomysłu jak się za to zabrać to napisz do mnie a obiecuję, że pomogę i obiecuję, że jeśli będziesz tego naprawdę chcieć i naprawdę się temu poświęcisz to za jakiś czas może Ty tez będziesz pisać na swoim blogu jak to właśnie rozpocząłeś spełniać swoje marzenie, czego Ci z całego serca życzę!

Serio – da się! Da się ale nie wystarczy jak mówi przysłowie tylko chcieć – trzeba się jeszcze mocno napracować bo Twoich marzeń nikt za Ciebie nie spełni jeśli Ty sama/sam tego nie zrobisz!

Pamiętaj – Marzenia się nie spełniają… Marzenia się spełnia!!

Powodzenia!

P.S. Jak już Ci się uda koniecznie podeślij mi linka do bloga 🙂

© 2019 Carpe Dream. All rights reserved.

Theme by Anders Norén.